piątek, 24 grudnia 2010

Raaaadosnych Świąt! :) :) :)

Jest taki czas, co łzy w śmiech zmienia,
Jest taka moc, co smutek w radość przemienia,
Jest taka siła, co spełnia marzenia...


Wesołych Świąt!!!!
p/s Dużo książek pod choinką chyba nie muszę Wam życzyć :)?

sobota, 4 grudnia 2010

"Gdzie Indziej" / "Jak długo trwać musi sen, zanim stanie się życiem?"


"Gdzie Indziej"
Gabrielle Zevin
stron: 247
wydawnictwo: INITIUM
tłumaczenie: Grażyna Smosna

Lubię, gdy książka okazuje się książką, którą warto przeczytać.
Lubię, gdy książka dostarcza mi wachlarza emocji.
Lubię, gdy książka jest książką, o której warto rozmawiać.
Lubię, gdy opowieść jest intrygująca i ciekawa.
Lubię, gdy autor ma swój pomysł i realizuje go na swój sposób.
Lubię, gdy autor mnie zaskakuje.

Te wszystkie "lubię" mogę przypisać tej książce. Podchodziłam do niej sceptycznie, wydawała mi się kopią pomysłu "Nostalgii anioła", kolejną książką, gdzie bohaterką jest zmarła dziewczynka, która ze śmiercią od razu się pogodziła, która obserwuje swoją rodzinę... Tak jak mylić się NIE lubię, tak w takich wypadkach to mylić się uwielbiam :). Żadna kopia, żadna ckliwa historyjka tylko opowieść o dziewczynce - Lizzie, która umiera na skutek wypadku samochodowego ( sama wpadłam pod samochód i zdaję sobie sprawę ile miałam szczęścia). Lizzie odbywa swoją "podróż" do krainy Gdzie Indziej. I właśnie ten pomysł mi się podoba. Nie jest to niebo, nie jest to piekło, tylko kraina, kraina gdzie ludzie młodnieją i robią to co lubią, wykonują zajęcie, a nie pracę. Nie chcę zdradzać za dużo, czym różni się Gdzie Indziej od życia na Ziemi, co jest innego, co starego i czy w ogóle to lepsze życie czy gorsze i czy to życie wieczne czy może jednak nie... Książka wciąga już od pierwszej strony. intryguje prawdziwością zdarzeń i trafia w serce czytelnika. Bo Lizzie nie ukończy 16 lat, bo Lizzie się nie zakocha ( a może jednak zakocha?), nie będzie miała dzieci, nie pójdzie na studia, nie pożegna się z rodziną, nie da tacie prezentu... Autorka doskonale potrafi opisywać uczucia - od miłości do nienawiści, od szczęścia po smutek, od rozterek po pewność. Dlatego też czytasz i analizujesz, czytasz i rozmyślasz, czytasz i zagłębiasz się w całą historię, żeby nie przegapić niczego, bo w Gdzie Indziej obserwujesz relacje międzyludzkie, dzielisz smutek, żal, zwątpienie, ale także miłość, śmiech, radość i nadzieję. Nadzieję, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, że wszystko ma jakąś wartość, że każde wydarzenie wnosi do naszego życia cenną nauczkę... Porównałabym tę książkę do tęczy - bo jej bohaterowie są kolorowi, a żyją nowym życiem po smutnych wydarzeniach, jak tęcza po deszczu ze słońcem :). Zachęcam do podróży przez tęczę.

Ogólna ocena: 5,5 / 6

czwartek, 2 grudnia 2010

"Tamtego lata na Sycylii" / "Zwróć ostatnie spojrzenie na to, co piękne"


"Tamtego lata na Sycylii"
Marlena de Blasi
stron: 349
wydawnictwo: Świat Książki
tłumaczenie:Magdalena Tulli

Wiem już na pewno, że z Panią de Blasi się nie polubimy, po rozczarowującej książce - Tysiąc dni w Wenecji sięgnęłam po kolejną pozycję tej autorki - w ramach programu " bo każdy zasługuje na drugą szansę" :). Niestety się rozczarowałam. Te same nudne i przydługie opisy, te same schematy - wielka miłość, wielkie tragedie, wielkie rozczarowania żeby w końcu i tak było dobrze. Włoski klimat jest niesamowity, kuchnia włoska jest ucztą i czymś wyjątkowym, włoskie prowincje mają swój cudowny, niepowtarzalny urok, a Pani de Blasi mi za każdym razem to odbiera. Albo pisze tak płytko, albo z perspektywy Amerykanki, co czasami mnie irytowało, albo po prostu ja nie lubię sposobu pisania, mówienia, czucia tej Pani. Dla pocieszenia dodam, że moja mama książkę przeczytała i jej się podobało. A ja jak zwykle plusa także wymyśliłam - te włoskie wstawki są cudowne. Naprawdę :)

Ogólna ocena: 2,5 / 6

WRACAM :)

Witajcie :) :) :)
Nawet nie będę liczyć ile mnie tu nie było...
Nawet nie będę myśleć na temat tego ile książek nie zostanie z tego powodu zrecenzowanych...
Nawet nie będę myśleć ile mnie ominęło...
WRACAM :)
I zabieram się za czytanie Waszych blogów i odświeżenie swojego :)
Mam nadzieję, że chociaż trochę tęskniliście i przyjmiecie Tuchę, u której spoooooro się działo z otwartymi ramionami :)

Jeszcze raz - witajcie Kochani :)

środa, 29 września 2010

"Misterioso" / "Coś się nie zgadzało. Nie tak miało być. Tak już było."



"Misterioso"
Arne Dahl
wydawnictwo: MUZA
stron:334
tłumaczenie: Dominika Górecka

Powieść kryminalna - na te dwa słowa, ja dostaję już wypieków na twarzy. Gdy jeszcze jest to szwedzki kryminał odczuwam rozkosz. Gdy widzę tak fascynujące okładki czuję, że to będzie uczta dla duszy, umysłu... dla ciała już nie :).

Zostaje zamordowanych trzech bogatych finansistów. Żadnych śladów na miejscu zbrodni, dwa strzały w głowę... Przy kolejnym morderstwie zostaje kaseta z jazz'owym utworem. Czy specjalnej jednostce - Drużynie A uda się schwytać zabójcę? Czy uda im się ochronić kolejną ofiarę? Czy jest w to zamieszana rosyjska mafia? Dahl w swojej książce nie kończy wyłącznie na doskonałej analizie zbrodni, zawiera dodatki specjalne - problemy polityczne, społeczne i gospodarcze. Drużyna A to w końcu jednostka do zadań specjalnych o zasięgu międzynarodowym.

I nie jest to kolejny przeciętny szwedzki kryminał. To początek cyklu, którego fabuła jest ciekawa, zbrodnia intrygująca, a dojście do sprawcy opisane z perfekcyjną dokładnością, która zapewni Ci doskonałą rozrywkę z dreszczykiem na plecach, zaopatrzoną w analizę postaci, obraz społeczeństwa i ludzkich zachowań. To połączenie powieści kryminalnej z powieścią psychologiczną z tej górnej półki. Już czekam na kolejne części. A jak napisał sam autor - Misterioso rozpoczyna dopiero początek długiej przygody z Drużyną A, która mam nadzieję pozostanie tak oryginalna i mało schematyczna jak na początku.

Ogólna ocena: 5/6

czwartek, 23 września 2010

"Dopóki mamy twarze" / "Nie wiem czy wolę Twoją miłość czy nienawiść..."

"Dopóki mamy twarze"
C.S. Lewis
stron: 359
wydawnictwo: Esprit
tłumaczenie: Albert Gorzkowski


D oskonała
wiel O znaczna
P erfekcyjna
szczeg Ó lna
zna K omita
p I ękna

M alownicza
z A achwycająca
M istrzowska
magnet Y zująca

T ajemnicza
W ciągająca
b A rwna
R ywająca
fantastyc Z na
zdumi E wająca

Moja miłość do Lewis'a jest bezwarunkowa, a rozwija się z każdą następną przeczytaną książką...

wtorek, 14 września 2010

"Smutek" / " Nikt mi nigdy nie mówił,że smutek wywołuje podobne reakcje jak strach."

"Smutek"
C. S. Lewis
stron: 117
wydawnictwo: Esprit
tłumaczenie: Jadwiga Olędzka

Czym jest śmierć? Początkiem? Końcem? Czy początkiem i końcem? Każdy z nas odczuwał ten wszechogarniający i wypalający od środka smutek po stracie bliskiej osoby... Każdy z nas przeżywał chwile zwątpienia, a serce zalewało się rozpaczą. C.S. Lewis po stracie miłości życia - swojej żony napisał tę książkę, która jest... niepowtarzalna i wzruszająca.

Dla ludzi w okresie żałoby będzie jak balsam dla duszy. Nie odpowie na tak często zadawane pytania, ale da wskazówki, da nadzieje, da promyk słońca. Przy tym napisana jest tak wspaniałym językiem, gdzie słowa są słowami, gdzie słowa trafiają do czytelnika, gdzie słowa układają się w całość, gdzie słowa mają moc... Czytałam i miałam wrażenie, że Lewis siedzi obok mnie i notuje swoje przemyślenie, posługując się słowami w taki sposób w jaki tylko On potrafi. Widziałam, jak przeżywał żałobę, widziałam jak cierpiał, widziałam chwile Jego zwątpienia.

"Niewidzialna zasłona odgradza mnie od świata."

"Nikt też nigdy nie powiedział mi, że smutek tak rozleniwia człowieka."

"Nie widzi się nic należycie poprzez zasnute łzami oczy."

Mogłabym z każdej strony napisać jakiś cytat. Mogłabym pisać jak szczera i przez to niepowtarzalna jest to książka, mogłabym pisać dalej o chwilach przeżywanych przez Lewisa po stracie żony, o relacjach z ludźmi, z dziećmi... ALE wrażeń po przeczytaniu tej książki, nie da się opisać słowami, to trzeba poczuć. Nie tylko w okresie żałoby, ale przeczytać i pamiętać.

6/6

środa, 8 września 2010

"Spalona forsa" / "Ten sen zaczyna sie chyba od pewnego obrazu."

"Spalona forsa"
Ricardo Piglia
stron:167
wydawnictwo: MUZA
tłumaczenie: Barbara Jaroszuk

Wystarczyło pierwsze zdanie żeby mnie oczarować: prawdziwa historia odnotowana w policyjnych aktach.

Gauezo i Nene, przypadkowe spotkanie, gdzie dwoje ludzi wie, że stają się dla siebie bratnią duszą, oparciem i nadzieją. W przypadku Gauezo i Nene nazywani bliźniakami dokonują napadu na jeden z banków w San Fernando, którym żyje cała Argentyna. Ta książka to relacja, to historia, to akcja, to opowiadanie, to prawda przeplatająca się z fikcją, to mieszanka wrażeń, to mieszanka uczuć - od miłości do nienawiści, to reportaż, to obraz marginesu Argentyny, to relacje świadków, to praca policjantów, to słowa, to czyny, to strony, które przeniosą Cię w świat "Bonnie i Clyde'a". A do tego miłość, która łączy,a zarazem dzieli, miłość, która pali od środka, miłość, która dodaje sił i zarazem zabija. Jak to się skończy? Co się działo po napadzie? Co zrobili z 7 milionami, które ukradli? Przeczytajcie :)

p/s Polecam film o tym samym tytule, nakręcony na podstawie książki. Fenomenalny, końcową scenę mam do dziś przed oczami :).

Ogólna ocena: nie oceniam prawdy, to nie leży w mojej kompetencji :)

Zapowiedzi wydawnictwa INITIUM

"Diabeł. Autobiografia"
Tosca Lee

Pozbawione celu życie niedawno rozwiedzionego Claya toczy się pomiędzy ponurym, pustym mieszkaniem a monotonną pracą redaktora w niewielkim bostońskim wydawnictwie. Wszystko ulega zmianie w dniu, kiedy spotyka Luciana, a ten wypowiada z pozoru niewinne zdanie: „Opowiem ci swoją historię, a ty ją spiszesz i opublikujesz".

Tajemniczy nieznajomy wkrótce stanie się obsesją redaktora, a mroczna historia o miłości, ambicji i łasce – z czasem okaże się opowieścią o nim samym.

A wówczas tylko jedna rzecz będzie dla niego istotna: poznać jej zakończenie.

Premiera: 15 październik


"Gdzie indziej"
Gabrielle Zewin

Przykro mi, ale nie spotkało mnie nic szczególnego… Jestem tylko dziewczynką, która zapomniała spojrzeć w obie strony, zanim przeszła na drugą stronę ulicy.

W tej zachwycającej powieści śmierć jest początkiem zwiastującym ponowne narodziny. Po tym, jak Liz ginie w wypadku, którego sprawca ucieka z miejsca zdarzenia, jej życie nabiera niespodziewanego kształtu. Na krótko przed swoimi szesnastymi urodzinami dziewczynka uświa­damia sobie, że nigdy nie wyjdzie za mąż, nie będzie mieć dzieci i być może w nikim się nie zakocha. Gdzie Indziej sprawy biegną zwykłym, ziemskim torem, z tą różnicą, że jego mieszkańcy młodnieją, ludzie i psy wreszcie mogą się ze sobą porozumieć, zawiązują się nowe związki, a sta­re, wcześniej tragicznie przerwane, rozkwitają nowymi kolorami.

Premiera: 12 listopad


"Splątane sieci"
Anne Bishop

Zaproszenie podpisano „Jaenelle Angelline”.

Pierwsza przybywa na miejsce Surreal SaDiablo, była kurtyzana i zabójczyni. Zostaje jednak uwięziona w koszmarze splątanych sieci stworzonym przez Czarne Wdowy. Jeśli użyje do obrony Fachu, narazi się na uwięzienie w domu już na zawsze.

Jednak to nie Jaenelle wysłała zaproszenie.

Teraz Jaenelle wraz z rodziną muszą ratować Surreal i pozostałych uwięzionych, uważając, by samym nie dać się złapać. Muszą również odkryć, kto stworzył to upiorne miejsce i dlaczego chce pozbawić życia członków rodziny SaDiablo.

Tylko jeden Krwawy mógł zastawić taką pułapkę...

Premiera: 17 wrzesień


Nie mogę się zdecydować, na którą z nich czekam najbardziej :)


"Zaginiona" / "Chce się coś robić, być i cieszyć się tym, że się tu jest."

"Zaginiona"
Harlan Coben
stron: 422
wydawnictwo: Albatros
tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki

Ci, którzy "znają" Coben'a serii z Myronem i Winem nie trzeba przedstawiać. Długo oczekiwana przeze mnie książka i chyba się trochę zawiodłam. W przypadku tego autora w odróżnieniu od Grishama moim zdaniem - kolejna książka była lepsza. "W głębi lasu" - pochłonęłam, śmiałam sie przy tym i główkowałam. Byłam zachwycona. W przypadku "Zaginionej" pochłonęłam, bo się czyta sprawnie, miło i przyjemnie, ale bez większych emocji. Sam temat i intryga ciekawa - współczesny terroryzm, ale sama historia, szczególnie już pod koniec tak naginana, że brakuje mi porównania. I jakoś ta książka mało Myronowa i Winowa... Ja kocham te kłopoty w jakie oni się ciągle wplątują, kocham te ich zagrywki, kocham ich sposoby rozwiązywania zagadek, a gdy dochodzi jeszcze Esperanza to jestem w siódmym niebie. Znowu za to zaczęłam odbierać telefon jak Win:

-"Wysłów się" :D

I w sumie sama nie wiem. Czyta się dobrze, ale ja wiem, że to nie jest nawet połowa tego na co stać Cobena. No czemu mi to zrobiłeś?!?!?! :)

Ogólna ocena: 3,5 / 6

Nadrabiam zaległości + Lubię, Lubię, Lubię :D

Wracam do Was moi mili :) :) :)
Stęskniłam się bardzo! I tak się zastanawiam gdzie jeszcze do końca września mnie poniesie...
Już ostatnio mama jednej z mojej koleżanek zapytała czy jestem na baterie... Po czym mój kolega stwierdził, że ja jestem turbo diesel... :)

Kalio
zaprosiła mnie do zabawy, a że ja zabawy lubię, bardzo chętnie odpowiadam.
10 rzeczy, które L.U.B.I.Ę.

1. Rodzinę, przyjaciół i znajomych z wyszczególnieniem - mamy,taty, babci, dziadka, mego brata - w końcu mogę to napisać! Dzieli nas różnica 8 lat więc dopiero od niedawna robimy coś więcej oprócz wiecznie trwającej kłótni :).

2.
Podróże - małe i duże, zawsze i wszędzie, Chociaż przyznaję, że wolę się wypuszczać daaaaaleko :).

3. Moje studia, jeden kierunek zakończony...drugi w przyszłym roku - pani mgr, Tak lubię je :D

4.
Słodyyyyycze! O tak, dzień bez słodkości jest dniem straconym!

5. Optymizm. Kocham, szaleje, wielbię!

6.
Ludzi... tak po prostu!

7. Buty... nawet się nie przyznam ile mam par... :)

8. Włochy i wszystko co włoskie.

9. Lubię emocje - każdego rodzaju.

10.
Tak,tak,tak lubię czytać!!!! :) I lubię siebie! I lubię czytać Wasze blogi. I lubię Tunezję! I lubię prowadzić samochód. I lubię poznawać nowych ludzi. I lubię spotykać się z przyjaciółmi. I lubię zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia! Mogłabym tak bez końca :) Bo ja kocham życie! :)

piątek, 27 sierpnia 2010

:)

Przepraszam Was za tę blogową ciszę...
Ale tak intensywnych wakacji dawno nie miałam.
Tak intensywnego życia także.Obiecuję, że wrócę już niedługo. Teraz szybki wypad nad morze z paczką i jestem do Waszej dyspozycji :D
W dwóch zdaniach co u mnie:

Patrzeć przez pryzmat szklanki z kolorow
ym kisielem. Upiliśmy się życiem, zjaraliśmy się powietrzem! :) :) :)

czwartek, 12 sierpnia 2010

"Rzeka szaleństwa" / "Życie jest jednorazowym doświadczeniem, na tym polega jego sens i smak."

"Rzeka szaleństwa"
Marek P. Wiśniewski
stron: 334
wydawnictwo: SOL

Wiem, tym razem okładka fascynująca, tajemnicza, mroczna...
Co mamy w środku?!
Powieść, która pozostanie w pamięci - to mogę zagwarantować każdemu. Chociaż początek nie jest wciągający to czyta się dobrze i przyjemnie, autor w doskonały sposób buduje napięcie, czytasz, pochłaniasz i czujesz tylko rosnącą ciekawość. Słowo za słowem, zdanie, za zdaniem, strona, za stroną odkrywasz przygody i tajemnice ludzkiej psychiki, osobowości.

Zaczyna się niepozornie - za 5 tysięcy złotych bohater ma ze Szczecina do Sieradza popłynąć barką i "pilnować" towaru. Podczas samego rejsu dzieją się dziwne rzeczy, próbujesz to rozwiązać, nadać wydarzeniom jakiekolwiek znaczenie, ale od razu powiem - stoisz na przegranej pozycji. Gdy dopływają do celu, spotykają kobietę i mieszkają w wyremontowanym pałacu - sytuacja się komplikuje. Nie nadążasz za tym co się dzieje. Nie dajesz wiary w wydarzenia. Otwierasz oczy ze zdziwienia. Naprawdę, dawno nie czytałam książki, która mnie tak zaskoczyła, bo zaczynało się normalnie, powieść, może trochę inna, z zupełnie innym głównym motywem - w tym przypadku podróż barką, podróż rzeką.

Za dużo zdradzić nie mogę, bo nie chcę Wam zabierać przyjemność odkrywania. A ta podróż jest intrygująca i oszałamiająca. Nie mylił się ten, kto powiedział, że podróże kształcą. Ja się tylko na koniec zapytam - CO TAK PÓŹNO PANIE WIŚNIEWSKI?! :) Doskonały debiut!

Ogólna ocena: 5,5/6

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

"Magiczne miejsce" / " I zbiegli z podestu w całkiem nowe życie."


"Magiczne miejsce"
Agnieszka Krawczyk
stron:284
wydawnictwo: SOL

Ostatnio spotykają mnie same niespodzianki i życiowe i czytelnicze :). W przypadku tej książki było podobnie, spodziewałam się czegoś w stylu "Miłości nad rozlewiskiem" i byłam pewna, że znajdę tyle minusów w tej książce, a tu miłe zaskoczenie. Witold - prawnik po 30, ma dosyć życia w stolicy i pod wpływem impulsu kupuje 100 hektarową ziemię, na której stoi pałac do remontu...

Typowo wakacyjna i lekka lektura, jednak czyta się tak uroczo, że aż przyjemnie. Ciekawi bohaterowie - zaczynając od Pani sołtys, która z wykształcenia jest prawnikiem, z wyboru nauczycielką, a z zamiłowania wielbicielką astronomii, Pani Tyczyńska, która produkuje własne kosmetyki, dziewczynka - Alinka, zakochana do granic możliwości w powieściach J.K. Rowling i do tego "pan minister z wielkiego miasta" - czyli nasz bohater Witold.

Książka napisana z pomysłem i z optymizmem. Czytasz i czujesz, że autorka chciała sprawić Ci dużą frajdę, ale nie poprzez "pospolite czytadło" , a poprzez ciekawą i intrygującą lekturę. Choć zakończenie jest takie jakie ma być - czyli z happy endem i z wielką miłością, to przygody, pomysły i ciekawostki z całego świata wplecione w fabułę są po prostu świetnym dopełnieniem.

Ja jestem na TAK! :) :) :)

Ogólna ocena: hmm, 4,9/6 :)

piątek, 6 sierpnia 2010

"Gryź, mała, gryź" / "Z głową w chmurach i vice versa"


"Gryź, mała, gryź"
Christopher Moore
stron: 336
wydawnictwo: MAG
tłumaczenie: Jacek Drewnowski

Niespodzianka! Zapewne tylko dla mnie, bo zdecydowana większość z Was zdawała sobie sprawę, że książka - "Gryź, mała, gryź" to TRZECIA część cyklu o wampirach :).

Zaczęłam czytać gdy za oknem padał deszcz, gdzie określenie "padał" wydaje się być zbyt delikatnym określeniem. Ta książka idealnie wkomponowała się w nastrój i w pogodę, dzięki temu przeczytałam ją do końca. Pierwsze zdanie, jakie nasuwa mi się po przeczytaniu tej książki jest takie:
Tak głupia, że aż śmieszna... Naprawdę! Parodia (a ja lubię parodie) wszystkich książek o wampirach z dosadnym, krwistym i wulgarnym językiem ( o dziwo, wcale mi to nie przeszkadzało) z tak ironicznym podejściem do wszystkiego, że zaczynam się zastanawiać skąd Moore czerpie inspiracje :).

Uśmiechnęłam się już na samym początku:
" Romantyczna powieść? Jasne, ale bez smęcenia."

Abigail von Normal -" nocna emo - zdzira", dodatkowo jej kochanek i uwaga: kot - wampir. Jak widzicie - mieszanka iście krwisto - wybuchowa. A kot-wampir może zagrozić San Francisco. Perypetie bohaterów, ich niezrównoważone pomysły zakropione takim slangiem, że nie sposób się nie uśmiechnąć są rewelacyjną dawką "głupawki" w te okropne, deszczowe dni :D. So, keep smiling, keep shining :)!

środa, 4 sierpnia 2010

"Witajcie w Murderlandzie" / "Internet stwarza iluzję, że człowiek znajduje się w centrum świata."


"Witajcie w Murderlandzie"
Frederique Molay
stron: 198
wydawnictwo: MUZA
tłumaczenie: Grażyna Majcher

Nathan.
Nat.
Nathan jest profesorem Harvardu.
Nat jest również profesorem Harvardu.
Nathan jest rozwiedziony, a jego oczkiem w głowie jest córeczka.
Nat jest również rozwiedziony, ale córeczka była jest promykiem...
Nathan lubi spędzać wolny czas przed komputerem.
Nat żyje tylko po to by siedzieć przed komputerem, chociaż nie wiem czy "przed" jest dobrym słowem.
Nat potrąca kobietę...Rzuciła mu się pod koła, nie mógł nic zrobić.
Gdy nagle...

Fikcja staje się rzeczywistością.

Co by było gdybym powiedziała, że Nathan i Nat to ta sama osoba?! Tylko, że jeden żyje naprawdę, a drugi też żyje, ale jako avatar, w wirtualnej grze 3D - Island... I najważniejsze pytanie: co by było, gdyby morderstwa popełniane na avatarach, zostały także popełnione w rzeczywistości, ofiarami są ludzie, którzy wykreowali swój wirtualny obraz...? I co by było gdyby właśnie o te morderstwa został oskarżony Nathan...?!

Wciągająca lektura. Wciągnęłaby mnie do granic możliwości, gdybym kiedyś nie oglądała CSI:NY, gdzie fabuła była identyczna. Giną avatary i giną prawdziwi ludzi, żeby odnaleźć mordercę policja musi śledzić poczynania LUDZI, ale też muszą stworzyć swoje avatary i śledzić poczynania nie w rzeczywistości, ale w wirtualnej grze. A czas biegnie szybko..., bo kolejną ofiarą ma być ex żona Nathan'a, której w razie niepowodzenia zostało 12 godzin życia.

Zaczyna się wyścig z czasem. Jak się zakończy - przeczytajcie sami. Ja nie miałam szans odgadnąć KTO jest mordercą, bo to książka, która wciągnie Cię w swój fikcyjny świat, ale też książką, która skłoni do refleksji... Na ile możemy pozwolić sobie w grze i gdzie jest granica między spędzaniem czasu przed komputerem, a uzależnieniem?!
FASCYNUJĄCA!

Ogólna ocena: 5,5/6

wtorek, 3 sierpnia 2010

"Mężczyzna, który przychodził w niedzielę" / "Wszystko się jakoś łączy"


"Mężczyzna, który przychodził w niedzielę"
Thomas Kanger
stron: 348
wydawnictwo: Czarne
tłumaczenie:Marta Rey-Radlińska

- Co za fascynująca okładka. Chociaż zapewne ma swoją ilość zwolenników i przeciwników. Przeczytałaś?
- Przeczytałam. Dobry, szwedzki kryminał. W dodatku główną bohaterką jest kobieta, a ja lubię książki, gdzie to właśnie "płeć piękna" jest wyrazista, dociekliwa i barwna, a taka jest pani komisarz Elina Wiik.
- Kusisz, kusisz. Zdradzisz coś więcej?
- Wyobraź sobie pracę w policji, wśród mężczyzn, gdzie to właśnie Ty jako kobieta odnosisz największe sukcesy... Gdy wśród zbiegów okoliczności na Twoje biurko trafia sprawa sprzed 25 lat, a Ty masz trzy tygodnie na schwytanie mordercy, bo sprawa ulegnie przedawnieniu. Ciekawie?
- Mało powiedziane!
- Co prawda, jest mały minus, chociaż dla takiej perfekcjonistki jak Ty to będzie nawet plus. Autor jest drobiazgowy. Akcja jest interesująca, ale nie wciąga od razu. Najpierw skupiasz się na szczegółach... Badasz każdy najmniejszy trop, jakbyś sama była komisarzem.
- To nie minus! To zaleta!
- W moim przypadku minus, bo udając Sherlocka, domyśliłam się zakończenia, aczkolwiek nie przewidziałam wszystkiego do końca. Na szczęście! Bo nie zabrało mi to przyjemności czytania.
- Pożyczysz?!
- Jasne! I pamiętaj, wszystko się jakoś łączy... A mężczyzna przychodzi w niedzielę...
- Robi się tajemniczo.
- Zdradzę Ci jeszcze jeden pasjonujący wątek. Kobieta, która została zamordowana 25 lat temu miała córkę, której nigdy nie udało się odnaleźć...

Ogólna ocena: 4,5 /6

piątek, 30 lipca 2010

Lalalalalalalaal :)

W końcu wrócił mój zapał czytelniczy :) Już jutro wrócę z recenzjami:)

I jest cuuudownie :)
Upiłyśmy się życiem to raz.
Przyjaciółka jest w ciąży, to dwa (hurrrra) .
A w niedzielę mam urodziny, to trzy. :D


Lallaallalalalalalalala

poniedziałek, 26 lipca 2010

W skrócie :) "Terapia" / "Pływanie w negliżu"

Będzie krótko. Z tej oto przyczyny iż obie te książki zostały przeczytane w samolocie w drodze do raju i w drodze z raju :D Chociaż książek zabrałam tam 6, żadnej innej nie przeczytałam ani w ręku nie miałam!
"Pływanie w negliżu"

Claire Matturro
stron:286
wydawnictwo: Muza SA
tłumaczenie: Monika Wyrwas-Wiśniewska

Wylosowana w stosikowym losowaniu u Anny :). Jeszcze muszę przeczytać tę z poprzedniego. Fajna, miła, lekka i przyjemna. Idealna na podróż. Lilly Rose to Pani adwokat, specjalizująca się w prawie medycznym o nieskończonych możliwościach doprowadzania samej siebie oraz innych do szału. Ciekawe zwroty akcji z humorem i wątkiem kryminalnym, bez prawniczego żargonu, za to z jajem :).
"- Złożę apelację! Znam swoje prawa. Złożę apelację i pożałuje pani!
Pożałuję?! Apelacja oznacza tylko tyle, że podwoję swoje wynagrodzenie."

I tyle w temacie:D

Ogólna ocena: 5/6
"Terapia"
Sebastian Fitzek
stron:283
wydawnictwo:G+J
tłumaczenie:Barbara Tarnas

Kupiona w promocyjnej cenie na merlin.pl (wszystko przez Mary) - thriller psychologiczny. Bez śladu ginie 12-letnia córka psychiatry... Zawsze intrygował mnie ludzki umysł więc psychiatria, thiller, tajemniczość to zdecydowanie moje klimaty. A koniec?! Rewelacyjny! :]

Ogólna ocena: 5,5/6

Cierpię na jakąś niemoc czytelniczą, nie chce mi się, nie mam czasu, cały czas gdzieś latam, a jutro robimy z Emilką Tunezję na 40 metrach :D

piątek, 23 lipca 2010

"Spokojne czasy" / "Jakie wszyscy moglibyśmy mieć piękne życie"

"Spokojne czasy"
Lizzie Doron
stron:159
wydawnictwo: Muza SA
tłumaczenie:Magdalena Sommer

Zawsze gdy czytam takie książki o ludziach, którzy zostali ocaleni z Zagłady, o ludziach, którzy stracili w swoim życiu tak dużo, którym zostało odebrane prawie wszystko, a którzy mimo to znaleźli w sobie iskierkę nadziei i woli życia, ogarnia mnie przekonanie, że jestem szczęściarą i to niewyobrażalną szczęściarą...

Historię Lea czytałam z zapartym tchem. I zastanawiałam się, ile człowiek jest w stanie znieść, jak bardzo może zostać doświadczony przez życie... Książka, która ma tylko 159 stron, a wywołuje tyle emocji i wzruszeń. Lea przeżyła drugą wojnę światową, nie wie nic o swoim pochodzeniu, musi odnaleźć się w Izraelu i gdy już się wydaję, że życie zaczyna iść drogą szczęścia - mąż Lea umiera, a ona zostaje wdową z synkiem...

Trudno jest pisać o takich pozycjach. Dlatego chylę czoła przed autorką, że potrafiła napisać wszystko w tak sugestywny sposób, potrafiła przenieść czytelnika w czasie i opowiedzieć historię Żydów ocalonych z Holokaustu. Chociaż pogoda i wakacyjny czas nie sprzyja czytaniu takich pozycji, to gdy zaczniesz - żyjesz życiem bohaterów, gdy skończysz - żyjesz swoim życiem i doceniasz wszystko co masz.

Ogólna ocena: 5.5 / 6


p/s Dzięki tej książce przestałam w końcu (choć na chwilę) myśleć tylko o powrocie do Tunezji :) Z Emilką ogarnęła nas istna obsesja, co już chyba nie jest zdrowe :). Ale zdjęcia już wiszą na ścianie, pozostało czekać - na przyszłoroczne wakacje i dziękować, że te były CUDOWNE!


wtorek, 20 lipca 2010

Pytają - odpowiadam :)

Wywołana przez Kalio, Ultramarynę i Maioofkę udzielam odpowiedzi na blogowy, letni łańcuszek :)

1. Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą?


Do Włoch, włoska obsesja trwa w najlepsze i tylko się rozwija więc moim marzeniem jest objechać Włochy za wyjątkiem Wenecji, bo nie lubię, nie chcę i mi się nie podoba :).

A pojechać to bym chciała jeszcze aktualnie do Tunezji, bo przestawić się nie mogę, albo i nawet nie chcę :). Nawet w lotto dzisiaj zagrałam, jak wygram, nie ma mnie z Emilką i resztą przez miesiąc :D Ach... MARZENIA :).

2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania na wakacje?


W wakacje w ogóle mało czytam, myślałam, że po obronie, egzaminach jak dopadnę książki to ich z rąk nie będę wypuszczać, a tu mi bardzo ciężko idzie. Najprzyjemniej mi się czyta na balkonie w fotelu :). Bardzo przyjemnie mi się czytało w samolocie i na plaży pod palmą.Jak jestem w domu to raczej na balkonie, obok las, od południa cień - mój domowy raj.

3. Poleć mi jedną książkę do przeczytania na wakacje.

Jak ja nie lubię takich pytań gdzie trzeba coś wymienić i jeszcze jedną pozycję. Nie mam pojęcia. Na wakacje coś letniego, przyjemnego, a takich książek jest bardzo wiele - więc hulaj dusza - wybieraj - przebieraj :)

4. Jaka jest Twoja najnowsza lektura? Co zaczęłaś czytać?
Coś strasznego, nigdy tego nie robiłam, a teraz zaczęłam czytać przynajmniej z 4 książki:
"Dopóki mamy twarze"
"Mężczyzna, który przychodził w niedzielę"
"Rozmowy o książkach"
"Pewnego lata na Sycylii"

Od Maioofki było pytanie w gratisie:

5. Czy masz jakąś książkę lub autora, do których lubisz wracać właśnie w okresie letnim/wakacyjnym? Może wiąże się z nimi jakaś ciekawa wakacyjna historia?

Nie mam ani książki, ani autora. W ogóle bardzo rzadko wracam do przeczytanych książek, jak już to po bardzo długim czasie. Przecież tyyyle książek do przeczytania :)


Dziękuję Wam bardzo kochane dziewczyny :) Chociaż za łańcuszkami nie przepadam to taki letni mi nawet przypadł do gustu. Znowu nadużywam emotikonek... to po tym powrocie - cały czas nakręcona i rozmarzona :)

poniedziałek, 19 lipca 2010

Wróciłam! - Chcę JESZCZE! :)

Wróciłam moi drodzy. I jestem w depresji - za mało, za krótko! Było przecudownie! Ponad 1000 zdjęć! Jazda na wielbłądzie! Na paralotni! Plaża, basen, zimne drinki, palmy, bungalow wśród pięknej roślinności, pod drzwiami palma z daktylami, do morza 2 minuty, do basenu 2 minuty...
To był RAJ....
Muszę się ogarnąć i wtedy wrócę z recenzjami :) :) :) Dajcie mi 3 dni jeszcze, albo 2.
Ściskam Was bardzo serdecznie!Zadowolona, opalona i tęskniąca za Tunezją Tucha! :)
Z Emilutką:

p/s Skarletko, na zdjęciu z wielbłądem mam koszulkę ITALII :)

czwartek, 8 lipca 2010

"Anima vilis" / "Gdzie las nie jest zwykłym lasem...ludzie-zwykłymi ludźmi."

"Anima vilis"
Krzysztof T. Dąbrowski
stron:286
wydawnictwo: initium

Anima vilis to z łacińskiego podła istota... Ta książka to zbiór 7 opowiadań grozy, które wywołują ciarki na plecach. Z opowiadaniami jestem na bakier, irytuje mnie to, że gdy tylko zaczyna się dobrze rozwijać, wiadomo, że zaraz się skończy...

Pierwsze opowiadanie, pod tym samym tytułem co książka jest beznadziejne, nie przeczytam do końca, ani się nie bałam :). Pozytyw jest taki, że przeszłam do drugiego opowiadania, a nie musiałam odkładać książki.

Najlepiej czytało mi się "Biwak", "Georgie", " Przeznaczenie znajdzie drogę". Jestem ciekawa czemu autor nie napisał powieści grozy, język jest przyjemny, różnorodny, potrafi budować napięcie, a opowiadania, jeszcze tym bardziej horrory nie są w stanie oddać do końca uroku tego gatunku, przynajmniej mi się tak wydaje.

W ogólnym rozrachunku była to ciekawa odskocznia od "lekkich, wakacyjnych lektur", ale jak zawsze w przypadku opowiadań pozostał niedosyt. Te trzy, które wymieniłam wcześniej zasługują spokojnie na ocenę 5 biorąc pod uwagę i historię, i bohaterów, i język jak i "wciągnięcie" czytelnika w wir wyobraźni, pozostałe zaś, hmmm dałabym im 3, może 3,5. Pierwszego nie oceniam, bo nie doczytałam :).
Dobra, przyznam się bez bicia, autor ma plusa, bo w jednym z opowiadań jest Patrycja :D

p/s Żegnam się z Wami, wracam w sobotę :) Ma‘a s-salāmati ! :)

środa, 7 lipca 2010

"Kochanowo i okolice" / "Nic się nie skończyło. Wszystko dopiero przed nami."

"Kochanowo i okolice"
Przemek Jurek
stron:415
wydawnictwo: Grasshopper

Ależ miło mi się czytało tę książkę :). Od razu muszę podziękować Kalio, bo to dzięki niej trafiła w moje ręce, po jej pozytywnej recenzji się skusiłam i nie żałuję. Podczas czytania wpadło mi do głowy takie porównanie, że ta książka jest jak kinder niespodzianka z dobrą zabawą w środku :).

I tak w Kochanowie zespół Exterminator (deathmetal) w zamian za wystąpienie na dożynkach ma otrzymać stypendium "dla młodych artystów". Sprawa numer jeden: mają po 30 lat więc tacy młodzi nie są ;). Sprawa numer dwa: dożynki i zespół deathmetalowy?!?! Nawet mi trudno było to sobie wyobrazić. Jedna decyzja, a skutków przynajmniej dziesięć. Opisanych w zabawny, ciekawy, lekki sposób.

Bardzo podobało mi się w książce to, że mamy dwie perspektywy. Z jednej strony czytamy o wydarzeniach z dzieciństwa Marcysia, lata osiemdziesiąte, komunizm, a z drugiej strony - gdy zespół gra już tylko dla przyjemności, członkowie są już po studiach, mają własne rodziny, ale pozostają kumplami,a o przełomie ustrojowym już chyba nie muszę wspominać. Wspaniała lektura. Fascynacja zespołem Kombii Marcysia to wręcz fanatyzm, miłość od pierwszego zasłuchania, a potem rozczarowanie. Intryguję mnie czy wspomniany zespół zdaje sobie sprawę, że jest książka, w której stanowią kawał historii... I jakby przeczytali...jakby się z tym czuli. Prawda w oczy kole czasami :).

"Sympatyczni chłopcy z Kochanowa", o których pisze lokalna gazeta i reakcja zespołu, który modlił się,żeby nikt tego nie przeczytał:

"Szatan nie wysłuchał naszych modlitw, a Bóg wykręcił nam kolejny złośliwy numer."

Złośliwych, zabawnych, uroczych numerów jest dużo więcej. A przy tym pozycja, która składnia do refleksji, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla dobra nas samych, ile potrafimy znieść, zanim powiemy " miarka się przebrała", ile możemy poświęcić, aby spełniać nasze marzenia i jak ważne w życiu jest bycie asertywnym. Jakbym miała podsumować perypetie bohaterów jednym zdaniem to byłoby to: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Polecam gorąco!

Ogólna ocena: 5/6

p/s Czy ktoś chciałby się za mnie spakować? Nienawidzę tego robić :)

wtorek, 6 lipca 2010

"Jak to robią twardzielki" / " I trzeba dużo odwagi, by nadal życiu patrzeć prosto w twarz."

"Jak to robią twardzielki..."
Mariola Zaczyńska
wydawnictwo: Sol
stron:298

Przyjemna książka na upały i na wakacje. Zrelaksowałam się, odpoczęłam, nie wysilałam się podczas czytania, tylko po prostu chłonęłam historię twardzielek - Sabiny,Gośki i Brysi :). I na koniec doszłam do bardzo fajnego wniosku (przynajmniej dla mnie), że jak to były twardzielki, to ja z moimi dziewczynami jesteśmy mega, hiper, extra, super twardzielki! Co w żaden sposób nie ujmuje książce.

Historia trzech dzikich przyjaciółek, każda z nich to indywidualność, ale razem tworzą jakąś nierozerwalną więź i są nie do pokonania. Na szczęście nie są to tylko zawody miłosne, chociaż miłość w życiu twardzielek też istnieje , ale historie z życia wzięta, które mogą przydarzyć się każdemu. Perypetie bohaterek doprowadzają do śmiechu, płakać przy tej książce mi się nie zdarzyło.

A historię Friendly Józka - psa, który goni kiełbaski i "złote myśli", którymi rzucała kontrowersyjnie-kontrowersyjna reporterka - Alberta - to sobie zapisałam.

I cytat, który autorka dosłownie wyjęła z moich ust:

"-Zgubiłaś gdzieś jaja!
Nie irytuj mnie tylko dalej idź ich poszukaj. :D"

Stwierdzam, że mam słabość do książek o kobiecej przyjaźni, takiej od zawsze i na zawsze, w dodatku z humorem, ciętym językiem i refleksją w tle.

Ogólna ocena: mocne 4/6

Na koniec wcale nie powinno być postawione pytanie: I jak tu być twardzielką TYLKO: I jak tu nie być twardzielką!?! ;)

p/s Chwilowa przerwa wynika z intensywnego życia ;), wakacje(Mary mnie za to słowo udusi) są wypełnione przeróżnymi zajęciami, od spontanicznych wyjazdów nad morze po plażowanie nad jeziorem,babskie imprezy itd. , a w czwartek będę Wam machać spod palmy :)

piątek, 25 czerwca 2010

"Suma naszych dni" / "Koniec (na razie)...bo moje życie to powieść"

"Suma naszych dni"
Isabel Allende
stron: 400
wydawnictwo: MUZA SA
tłumaczenie: Marta Jordan

Myślałam, że moje życie jest ciekawe. Nie raz i nie dwa mówiłam, że kiedyś usiądę sobie na balkonie i zacznę spisywać wydarzenia, a potem moja książka będzie bestsellerem - oczywiście pół żartem, pół serio. Po przeczytaniu TEJ książki doszłam do wniosku, że moje życie jest nudne ;), a już na pewno nie nadaje się na kanwę książki, albo może inaczej - nadaję się, ale nie będzie to pozycja tak wielowątkowa, tak różnorodna i tak wspaniała jak ta :).

Isabel Allende to chilijska pisarka, jedna z najpoczytniejszych z kręgu literatury iberoamerykańskiej. Sama przyznała, że mając tak liczną rodzinę nie musi nic wymyślać tylko notować. Tak powstała książka - Suma naszych dni - "streszczenie" 13 lat życia "plemienia Allende", osiadłego w Kalifornii. Wspomnienia dla zmarłej córki - Pauli, która towarzyszy matce każdego dnia. Isabel wierzy, że duch Pauli jest w jej domu i czuwa w pewien sposób nad pozostałymi członkami rodziny.

Wymienić wszystkie tematy, które porusza pisarka to rzecz niemożliwa. Aż dziwne, że książka ma tylko 400 stron, ale z każdej strony biją emocje. Każda strona niesie przesłanie. Od tematów kontrowersyjnych - rozwód w rodzinie Allende, na rzecz miłości lesbijskiej, po tematy życia codziennego, po relacje teściowa - synowa, matka - syn, babcia - wnuki, mąż - żona. Z tej książki bije rodzinna więź i miłość. Kłócą się, gdy przychodzą trudne chwile są RAZEM. Razem rodzinnie i razem z przyjaciółmi. Serce Isabel to serce bez dna, zawsze znajdzie się miejsce dla kolejnej ważnej osoby, dla kolejnego członka plemienia, żeby cieszyć się razem i płakać razem.

Promocje książek, kolejne sukcesy, ale i porażki, choroby i widmo porfirii, na którą umarła Paula, a którą mogą odziedziczyć wnuki. W tej rodzinie każdy jest indywidualnością. Każdy! Zaczynając od dzieci, kończąc na Isabel i jej mężu - Williem, którego ona poprosiła o rękę, bo wiedziała, że w wieku 45 lat odnalazła w końcu tą jedną i jedyną miłość :) Co syn skwitował: " Mamo, w Twoim wieku?!"

Bezpłodność Lori i walka o zajście w ciążę, portret kobiety, która tak bardzo chce mieć dzieci - poświęca swoje zdrowie, aby zauważyć, że MA już dzieci, które kocha i co najważniejsze - one kochają ją. A później... przeczytajcie sami!

To taka powieść bez żadnego zakłamania - najczystsza prawda. Nie ma tematu, który byłby pominięty. Wyobrażam sobie siebie za kilkadziesiąt lat... Czytam swoje wspomnienia... I żyje nimi od nowa, pamiętam, wspominam, kocham i płaczę. Bo życia nie da się przewidzieć, chociaż jest powieścią w tym przypadku, to powieścią z każdym smutkiem i z każdą radością, która nas spotkała.
Dlatego to KONIEC, ale tylko NA RAZIE.

Ogólna ocena: 6/6
Chociaż trudno oceniać czyjeś życie.

czwartek, 24 czerwca 2010

Moja Italia odpadła :(

No nie wierzę...
Chociaż wierzę... oglądałam dzisiejszy mecz ze Słowacją to tylko brzydkie słowa w pierwszej połowie cisnęły się na usta...
Ale żeby mi z grupy NIE wyszli?! Żeby ze Słowacją przegrali?!?! A moja kupiona piękna, włoska koszulka ITALIA z napisem TUCHA na plecach!!?!?!
Jestem zdruzgotana:D Bardziej tym jak grali niż, że odpadli ;p
Obiecuję, że kolejny post będzie już o książce:)



poniedziałek, 21 czerwca 2010

Chwalę się :D :)

Powód chwilowej nieobecności = obrona.
Wynik = licencjonowana Tucha :D
Pam, parampampam :)

środa, 16 czerwca 2010

"Serce Kaeleer" / "Och, na ognie piekielne" co za książka!

"Serce Kaeleer"
Anne Bishop
stron: 398
wydawnictwo: Initium
tłumaczenie: Monika Wyrwas-Wiśniewska

Jak podchodziłam do książki?! Oczywiście - sceptycznie. Bo raz - opowiadania, bo dwa - miała to być trylogia, bo trzy - co będzie dalej?A jak skończyłam?! - Na ognie piekielne! Kocham tę książkę. Od razu się przyznaję, drugie opowiadanie czytałam dwa razy, a najchętniej to nauczyłabym się go na pamięć :).

"Prządka marzeń"

Krótkie opowiadanie z serii dawno, dawno temu jak to powstały Kamienie. Autorka w bardzo emocjonujący sposób oddaje to co powinno dziać się w naszych umysłach podczas czytania:
" Czas Światła...dzień. Czas ciemności...noc. Górny Świat...niebo. Nierówno...drzewo. Twarde...łuska."

"Książę Ebonrih"
Wiem, że nie jestem jedyną osobą, która ukochała sobie właśnie to opowiadanie. Jest... i tu aż brak określeń. Bishop przeszła samą siebie. Czytałam z wypiekami na twarzy, a nie raz i nie dwa uśmiechałam się pod nosem. Nalot na Lucivar'a, który to "biedny" musi się opanować przez zabiciem gospodyni i pałacowych pokojówek. ("Kobiety mogą przyprawić człowieka o ból głowy.")
A potem ten mezalians... zakochany Lucivar w gospodyni Marian. Rozpływam się, a oczy robią mi się maślane. Niech ciemność ma litość nad nami :)

"Zuulaman"
- opowieść z przeszłości Seatana
Tu jest tak jak było w pierwszym tomie. Brutalnie, ale i przejmująco. Dosadnie, Bishop wyzwala w nas najbardziej skryte uczucia... Starcie Seatana z Kapłanką - furia to za mało powiedziane. Opowiadanie napisane z pasją, dosłownie!

"Serce Kaeleer"- już po wydarzeniach opisanych w "Królowej Ciemności"
Dalsze losy Jeanelle - najsilniejszej czarownicy na świecie i Deamona. Jak Jeanelle radzi sobie po przejściach z trzeciego tomu? Gdy poświęciła tak wiele...tak dużo?! Relacje damsko - męskie w świecie Bishop w dodatku na najwyższym poziomie.
Przeczytanie tej książki to nie tylko rozrywka, ale i obowiązek dla fanów tej autorki. A na samym końcu jeszcze te magnetyzujące okładki dalszych części...


Ogólna ocena: 6/6

wtorek, 15 czerwca 2010

Wielkie podziękowania, dobro powraca :)

Muszę tu to napisać :)
Jak już część z Was wie, moja mam pracuje w Szpitalu Dziecięcym :)
Niedługo jeden z podopiecznych, stały bywalec SPA pt. "Wojewódzki szpital dziecięcy" kończy 18 lat :) Z tej okazji Rodzice i sam Jubilat zaprosili moją mamę i nie tylko na urodziny. Łukasz bardzo lubi fantastykę, sam napisał książkę, która została wydana przy pomocy Fundacji Dziecięca Fantazja, tu można zobaczyć relację z Jego wieczoru autorskiego:

http://www.domsueryder.org.pl/28-04-2010-%E2%80%9Emarzenia-o-zielonym-wzgorzu%E2%80%9D/

Zwróciłam się z prośbą do Wydawnictwa Initium czy nie chciałoby w ramach 18-stkowego prezentu wysłać książek do Łukasza i dziś dostałam odpowiedź, że nie ma najmniejszego problemu!!! :):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):)Jeszcze raz: BARDZO DZIĘKUJĘ, nie tylko w swoim imieniu :)


poniedziałek, 14 czerwca 2010

"Nocna zamieć" / "Wszyscy czujemy się lepiej, dostając odpowiedzi na zadane pytania."

"Nocna zamieć"
Johan Theorin
stron: 458
wydawnictwo: Czarne
tłumaczenie: Bogumiła Ratajczak

Fascynująca książka.
Albo nie...
Oszałamiająca lektura.
Hmm...
Fascynująco - oszałamiająca i wciągająca lektura!

Jestem pod wrażeniem. To nie jest zwykły kryminał czy zwykły thriller, to niezwykłe połączenie tych dwóch gatunków z intrygującą historią, bohaterami z najwyższej półki, fabułą doskonałą i historią Olandii (wyspa należąca do Szwecji).

Zaczyna się niepozornie - od przeprowadzki Joakima i Katrine z dziećmi na północną Olandię. Jednak wyspa kryje swoje tajemnice, a szczęśliwą rodzinę okrywa cień tragedii... Od tego momentu czytałam z wypiekami na twarzy. Intryga skonstruowana w imponujący sposób, jedna historia skrywa za sobą kolejną, a każda następna jest jeszcze mniej przewidywalna. Chociaż "udawałam Sherlocka" z całym sił, to zarówno bitwę jak i wojnę wygrał Theorin. Potrafi opisywać w tak sugestywny sposób, że czytając w nocy z wrażenia zamknęłam okno (bo nigdy nic nie wiadomo:).

To nie jest tylko stadium zbrodni, ale stadium człowieka, a raczej różnych ludzi. Zaczynając od stadium miłości kończąc na stadium żałoby. Dokładając do tego uczucia, z którymi prędzej czy później zmierzy się każdy z nas - bezbronność, złość, strach, strata...

Jednak wszyscy czujemy się lepiej, gdy dostaniemy odpowiedź na nasze pytania, aby dostać odpowiedź musicie przeczytać tę książkę. MUSICIE.

Ogólna ocena: 6/6

piątek, 11 czerwca 2010

"Druga szansa" / "Poznawałam swoje uczucia, by wreszcie się im poddać. Upiłam się szczęściem."

"Druga szansa"
Joanna Rakowicz
stron: 311
wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Branta
Wydawnictwo Tangram

Tak! Tak! Tak!
Czujecie ten optymizm i entuzjazm :)?!
Od kilku dni chodzę jak nakręcona, to chyba z powodu nawału egzaminów i przygotowań do obrony. Zaczęłam czytać tę książkę, przed chwilą skończyłam, a mój poziom endorfin to chyba sięgnął zenitu :) Pam, pam, pam :)

Wspaniała, przyjemna, z humorem, lekka jak piórko, powabna jak chmurka :D Główną bohaterkę - Julię - ubóstwiam nad życie. W ogóle, w pewnych momentach miałam wrażenie, że czytam o sobie. Julia - kobieta tajfun, tsunami, torpeda, twarda babka, pewna siebie, wredna (ale tak pozytywnie), wykonująca niby męski zawód, z dwójką dzieci na karku, po rozwodzie z mężem, z kochaną mamą przy boku, z ferajną extra ludzi w pracy, a do tego dochodzi jeszcze jeden element układanki - książę na białym rumaku - Artur :).

Ta książka jest po prostu życiowa, zresztą kanwą był blog Autorki, który wymknął się spod kontroli :). Tak jak w życiu - pełna wzlotów i upadków, pełna humoru z domieszką smutku, pełna życiowych wyborów. Ale nie mdła, tylko wyrazista, szalona, pełna uczuć. Niektóre sytuacje opisane w tak cudowny sposób, że nie było innej opcji jak tylko głośno się roześmiać! I ja lubię twarde babki, a nie jakieś mimozy, które same nie wiedzą czego chcą, a jedyne co umieją dobrze robić to marudzić :D.

" Nie potrafię gotować. Nawet wodę przypalam. I nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu. Argument o rzekomym moim upośledzeniu z powodu braku tego typu umiejętności mam centralnie. Kiedy umrę i się spotkam oko w oko z Bogiem, to nie sądzę, że zapyta, ile obiadów przypaliłam, ale na pewno zainteresuje Go, czy byłam szczęśliwa." (jakbym siebie słyszała).

Optymistycznie - optymistyczna :) Siedzę, piszę i podskakuje :) Żyć mi się chce, to znaczy zawsze mi się chce, ale teraz to chce mi się wyjątkowo :) I mam centralnie, że mam jutro egzamin, przecież go zdam, innej opcji nie ma! :D

"Artek stwierdził, że mam w sobie dar zjednywania ludzi. Ciągną do mnie jak muchy do miodu. Może to i prawda. Kocham ludzi. Nikogo nie oceniam. Biorę ich takimi, jacy są i nie chcę ich zmieniać."

Dlatego, weźcie do rąk tę książkę, taką jaka jest i upijcie się szczęściem :)

Ogólna ocena: za taką dawkę humoru, za wspaniałe kłótnie Julii, za wspaniały jej niewyparzony język, za jej wspaniałe dzieci -> 6/6 z uśmiechem :D


Informacje o Autorce: http://www.joannarakowicz.pl/index.html

I tworzy się dalsza część książki (dowiedziałam się z blogu Virginii) :
http://cassiopeae.wordpress.com/

p/s Dzięki Skarletko :)

"Baleronowa ponad wagą" / "Nie samą wagą kobieta żyje"


"Baleronowa ponad wagą"
Anna Ślęzak
stron:183
wydawnictwo: Nowy Świat

Przyjemna historia, która nie opowiada ciągle i ciągle o kilogramach i kaloriach. Obawiałam się, że będzie to coś w stylu:

Dzień 1:
zjadłam marchewkę, popiłam szklanką wody,
kalorii: 80
waga: nadal taka sama ;)

Na szczęście NIE! Zabawna opowiastka Pani Baleronowej, która jest na diecie. Z kilogramami w tle. Czasami miałam wrażenie, że autorka na siłę chce wpleść jakieś humorystyczne anegdotki, ale tylko czasami. Książka w dodatku z rysunkami (przesympatycznymi) samej autorki. Oto próbka:

A najlepsze jest to, że to nie jest pusta książka o diecie, że to nie jest książka, która propaguje odchudzanie i inne tego typu bzdury, tylko książka, która opowiada w sposób lekki, łatwy i przyjemny o życiu, a w tle o walce z kilogramami, by na przy końcu poczęstować nas wisienką na torcie w postaci:

"Wychudłam, wyciszyłam umysł, po prostu wrak nie człowiek. Ja Ci, stary mówię to w kompletnej tajemnicy. Ja się odchudzałam, Stary. To znaczy chudłam elegancko jakiś czas. I szło mi jak po maśle. Osiemdziesięciodwuprocentowym. Nie po jakiś tam miksie. No i któregoś dnia poczułam, że cały czas jestem równie szczęśliwa! Ty to rozumiesz?! Szok, nie? Żałość, Stary. Żałość. Ja nie wiem, ja chyba sobie teraz jakieś jo-jo strzelę. "

:)

Wniosek: KOCHAJMY SIEBIE :)

wtorek, 8 czerwca 2010

"Ostatnia noc w Twisted River" / "Wiedział, że opowieści to rzecz niepojęta - raz puszczone w ruch, nie dadzą się zatrzymać"

"Ostatnia noc w Twisted River"
John Irving
stron: 576
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
tłumaczenie: Magdalena Moltzan - Małkowska

Z Irvingiem zawsze jest tak, że nie domyślamy się nowej historii jaką wymyśli, nie domyślamy się jakie problemy poruszy, ale jednego możemy być pewni - zagra nam na uczuciach i to w tym pozytywnym słowa znaczeniu. Przy tym wywoła lawinę wrażeń, ale w sposób niebagatelny...

Co kocham w Irvingu? U niego realizm miesza się ze szczyptą bajkowości, wyobraźni i potęgi marzeń.

Czego nie lubię? Za mocno skupia się na szczegółach, szczególnie na początku. I tak jest w każdej książce, dlatego tym, którzy zetkną się w Irvingiem pierwszy raz - nie porzucajcie książki z powodu wstępu! Później jest dużo lepiej. Nie wynika to z faktu "naciągania", żeby powieść była dłuższa, a raczej z tego, że Autor to perfekcjonista, czym mnie właśnie czasami irytuje :).

W ogólnym rozrachunku jednak- Irvinga bardzo lubię. Jeszcze w tej pozycji zafundował mi głównego bohatera - Włocha (!) w dodatku pisarza (!) - Daniela Baciagalupo, którego dalsze życie kształtuje jedno niefortunne zdarzenie... Przeczy to aforyzmowi, że po każdym dniu trzeba postawić kropkę, odwrócić kartkę i zacząć od nowa. Chociaż główny bohater zaczyna swoje życia od nowa kilkakrotnie, co jest cudownym dopełnienie powieści i pokazuje jak człowiek może dostosowywać się do różnych życiowych zdarzeń. A w tle przemiany zachodzące w Ameryce drugiej połowy XX wieku.

Pozycje Irvinga to zawsze książki wielowątkowe. Nie skupia się na jednym detalu, ale prowadzi czytelnika przez swój świat. Świat w "Ostatniej nocy w Twisted River" to świat ojca i syna, który w wieku 12 lat popełnia pomyłkę, która przynosi owoce przez całe życie. To świat ich skomplikowanej przyjaźni z Ketchum'em, który nadużywa powiedzenia: "Rany koguta" . Bo Irving to nie tylko poważny świat życia, ale świat przedstawiony z przymrużeniem oka. Z wątkiem kryminalnym w gratisie :).

Te trzy stałe w twórczości Irvinga, czyli realizm, bajkowość, życie to w tej pozycji kwintesencja jego dorobku. Dlatego czas podzielić się tą książką. Niebawem KONKURS, a w nim do wygrania
"Ostatnia noc w Twisted River", a temu kto wygra, gwarantuje - zakocha się z miejsca w Irvingu i w jego powieści, która utwierdzi w przekonaniu, że życie to najbardziej zdumiewająca bajka!

Poza tym, zobaczcie jak mu dobrze z oczu patrzy:




Ogólna ocena: 5/6 (byłoby 6, gdyby nie ten początek :)